Słuchałem dziś w nocy nowego SUFFOCATION – Hymns from the Apocrypha, co prawda nie do 5 rano, a do upadłego, a padłem w objęcia Morfeusza jakoś po 4.
Mimo, że konkurencja spora, bo przyszło do mnie wczoraj prawie 30 płyt – ściśle wyselekcjonowanych, upragnionych, wyczekiwanych (nie przesadzę, twierdząc że na nową płytę HEAVY LOAD czekałem całe życie), to jednak dzieło Amerykanów szybko oderwało się od peletonu i na stałe zadomowiło w odtwarzaczu.
Hymns from the Apocrypha – płyta roku?
Po kilkunastu odsłuchach nie mam wątpliwości, że „Hymns from the Apocrypha” to absolutna tegoroczna czołówka. Nie będę rzucał chwytliwych haseł, że to płyta roku, bo death metal jest tak pojemny i zróżnicowany, że niesprawiedliwością byłoby deprecjonować dokonania zespołów poruszające się w odmiennym nurcie tego gatunkowego tygla. Jeśli jednak ktoś nowy album SUFFOCATION death metalowym album roku okrzyczy, to nie podejmę żarliwej polemiki. Niech mu będzie!
Początki przygody z SUFFOCATION
Zespołu słucham niemal od zawsze, bo poznałem pod koniec podstawówki zaczynając od „Breeding the Spawn” i przyznam, że początki nie były łatwe. Muzyka Amerykanów wydała mi się szalenie techniczna, nieprzystępna i płaska brzmieniowo. Z czasem zacząłem doceniać geniusz tego krążka, ale jego produkcyjna estetyka wciąż pozostawiała wiele do życzenia. Zresztą nie byłem w swojej opinii odwzajemniony, co potwierdziły opnie fanów zespołu, z którymi zapoznałem się po latach na muzycznych forach. Zresztą sam zespół konsekwentnie rejestruje utwory z tej płyty na współcześnie wydawanych krążkach (tym razem przyszła kolej na „Ignorant Deprivation”).
Bogowie koncertów
W latach 90. dużo szybciej i łatwiej wszedł mi debiut „Effigy of the Forgotten” oraz „Pierced from Within”. Tak naprawdę jednak w pełni doceniłem Suffocation konfrontując się z ich muzyką na żywo. Mistrzowska precyzja z jaką na koncertach odgrywali swoje kawałki przyprawiała mnie o zawrót głowy. Ze sceny ich utwory nie brzmiała równie dobrze jak z płyt, ale 10 razy lepiej.
Szczyt doskonałości
Do końca życia będę pamiętał ich koncert w Progresji, który zagrali przed Napalm Death. Nigdy w życiu, ani wcześniej, ani później nie doświadczyłem takiego brzmienia. To była wręcz nieludzka doskonałość, wykonawczy geniusz, ideał wyrastający poza granice doczesności. Po tym występie właściwie mogliby już przestać grać, a ja mógłbym już sobie odpuścić koncertowe wojaże. Tego dnia doszło do całkowitego spełniania, zespół wspiął się na szczyt, z którego patrzy się już tylko w dół, a ja byłem tam razem z nimi. Napalm Death zabrzmiał po nich jak Sedes grający covery Defekt Muzgó.
Plejada wokalistów
Może Frank Mullen również doszedł do wniosku, że wszystko co najlepsze już osiągnęli, bo później na koncertach zaczęli grać z jego zastępcami – a to do mikrofonu krzyczał Kevin Muller z Pyrexia, a to John Gallagher z Dying Fetus, a to Bill Robinson z Decrepit Birth, a to Ricky Myers z Disgorge. Ten ostatni zadomowił się na tyle, że nagrał z chłopakami tegoroczny album. Oczywiście, że miałem obawy mimo że bardzo lubię Disgorge, to jednak zastąpienie w studiu Mullena jest nie lada wyzwaniem. Śmiało mogę powiedzieć, że Ricky dał radę! Jego głos brzmi potężnie, mięsiście, brutalnie, niezwykle ekspresyjnie.
Hymns from the Apocrypha – płyta na miarę roku 2023
Muzycznie, mam wrażenie, że „Hymns from the Apocrypha”, jeśli nie nawiązuje, to prowadzi dialog z latami 90. Oczywiście brzmi na miarę współczesnych czasów (nie zgodzę się, że syntetycznie – jest potężnie, selektywnie, dosadnie), ale techniczna ekwilibrystyka nie przesłania brutalności i pewnej dawki groove, która nadaje tej muzyce dużo przebojowości. Mamy więc album ciekawy i wielowymiarowy, potężny i brutalny, ale jednocześnie chwytliwy, dający dużo radości podczas kolejnych podsłuchów. Naprawdę trudno mi sobie wyobrazić fana zespołu, który mógłby poczuć się „Hymns from the Apocrypha”. SUFFOCATION nagrali płytę kompletną, na miarę współczesnych czasów z jednoczesnym poszanowaniem swojego stylu wypracowanego przed laty. Spodziewałem się, że będzie dobrze, ale nie sądziłem, że aż tak dobrze.





